sobota, 1 września 2012

Rozdział drugi


  Obudził mnie sms od Kate:
,, Wstawaj śpiochu, już 11! Szykuj się dziś na zakupy i
 poznawanie Londynu.
Wpadnę po ciebie za godzinę ;) xx ,,
O mój Boże, trzeba wstać... Leniwie zwlekłam się z łóżka i powędrowałam do kuchni. Szybko zrobiłam płatki z mlekiem i w pośpiechu je zjadłam. Następnie poszłam do łazienki i wzięłam szybki prysznic. Uwielbiam takie poranne kąpiele.
   Wychodząc z łazienki wyjrzałam przez okno. Dziś była nijaka pogoda: ciepło, lecz czarne chmury zbierające się nad Londynem zwiastowały wielki deszcz.
   Zawijając mokre włosy w turban weszłam do sypialni. Chciałam jak najszybciej znaleźć ciuchy, ale moje nierozpakowane walizki nie ułatwiały tego zadania. Opróżniając po kolei walizki starałam się kompletować dzisiejszy strój. Nie mogłam znaleźć nic specjalnego. W końcu wzięłam pierwsze, lepsze ciuchy i wszystko przeprasowałam. Poszłam ułożyć włosy i zrobić lekki makijaż.
   Była już 11:47. Szybko wciągnęłam na siebie wcześniej przygotowane czarne rurki. Do tego założyłam białą bokserkę, której towarzyszyła jeansowa kurtka z motywem flagi USA. Całości dopełniały czerwone Conversy.
   Za 5 minut miała pojawić się Kate. Ona nigdy nie jest punktualna, więc miałam jeszcze czas na 'ostatnie poprawki'. Pofalowane włosy upięłam w wysoki kucyk. Telefon, dokumenty i portfel wrzuciłam do czarnej torebki z ćwiekami.
   Gotowa do wyjścia czekałam na Kate, która się spóźniała. Usiadłam na kanapie i próbowałam się do niej bezskutecznie dodzwonić. Moje próby przerwał dzwonek do drzwi. Zerwałam się z kanapy i pobiegłam otworzyć.
-Kate, martwiłam się! Czy z łaski swojej mogłabyś odbierać telefon?! -od razu wykrzyknęłam.
-Oh, Julii, nie gniewaj się... Był okropny korek, niedaleko są jakieś budowy i jest zablokowana najbliższa okolica -zaczęła tłumaczyć.
-Dobra, dobra, powiedzmy że ci wierzę -uśmiechnęłam się do niej.
-Ok. Zbieraj się Julii -odpowiedziała.
   Zamknęłam mieszkanie i poszłyśmy do samochodu, który był zaparkowany tuż przed wejściem do mieszkania. Kate włączyła muzykę i ruszyłyśmy w drogę.
   Ulice Londynu były zatłoczone samochodami i pięknymi czerwonymi autobusami. Ten klimat był wspaniały.
   Wolno przejeżdżając przez kolejne ulice, Kate pokazywała mi różne przejścia i dróżki tłumacząc gdzie nimi dojdę. Po pewnym czasie dojechałyśmy pod butik. Kate zaparkowała samochód i pobiegłyśmy wyszukiwać ciuchów.
-Wzięłaś tutaj ze sobą jakieś eleganckie ciuchy? -zapytała mnie ciocia.
-No coś tam mam, ale też zależy o czym konkretnie mówisz i co masz na myśli.
-Acha, to dobrze. Mam dla ciebie wieści. Nie wiem czy dobre, o tym sama zdecydujesz -uśmiechnęła się.
   Ucieszyłam się, gdy to usłyszałam. Wieści, wiadomości i niespodzianki od Kate zawsze były fantastyczne, choć z drugiej strony trochę się przetraszyłam co to będzie.
-Wczoraj podczas spotkania biznesowego, szef miejscowego radia złożył mi ofertę pracy. Jako, że kocham swoją pracę, odmówiłam. Zasugerowałam mu, że znam pewną młodą, dyspozycyjną dziewczynę, która szuka pracy. Jutro w południe idziesz na rozmowę kwalifikacyjną o pracę -powiedziała na jednym tchu Kate.
-Kate... -wyjąknęłam. Byłam zmieszana, ta informacja do mnie dopiero powoli docierała.
-Tak, wiem, nie powinnam ci się wtrącać w życie, przepraszam. Ale pomyślałam, że taka okazja może się nie powtórzyć. A ty idealnie nadajesz się do tej roboty -zaczęła mnie przepraszać i próbowała się usprawiedliwiać.
-Kate! Czy ty oszalałaś?! Za co ty mnie przepraszasz??? To jest świetna wiadomość! Dziękuję ci za to wszystko -wykrzyknęłam i pocałowałam ją w policzek.
   Londyn się na mnie otwierał. Miałam własne mieszkanie, a jutro rozmowę o pracę. I to nie byle jaką. Praca w radiu -moje marzenie. Jeszcze tydzień temu nie marzyłabym o tym, a teraz -teraz to jest rzeczywistość. Ostatnie kilka dni to zdecydowanie najlepsze dni w moim życiu.
   W butiku nic specjalnego nie znalazłyśmy, więc pojechałyśmy do najbliższej knajpki. Zamówiłyśmy tam mały obiad. W oczekiwaniu  na realizację naszego zamówienia, słychać było nasze żołądki błagające o jedzenie. Kate rozmawiała przez telefon, a ja wpatrywałam się w piękne obrazy, które zdobiły ściany lokalu. Wyglądałam jak posąg. Zastygłam w bezruchu i dopiero kelner przywrócił mnie do rzeczywistości. Odebrałam zamówienie i zaczęłam zajadać się pyszną zupą.
   Dochodziła 16. Pomyślałam, że warto byłoby uporządkować mieszkanie: rozpakować się, zrobić drobne zakupy w pobliskiej piekarni i spożywczaku.
-Kate, mogłabyś mnie odwieźć do mieszkania? -zapytałam.
-Jasne, nie ma problemu.
   Pół godziny później dotarłyśmy na miejsce. Wysiadając z samochodu podziękowałam za mile spędzony czas.
-Haha, a to jeszcze nie koniec! Dzisiaj o 20 zabieram cię na imprezę. Podjadę po ciebie -powiedziała uśmiechając się.
-Haha, niech ci będzie -puściłam do niej oczko i pobiegłam do mieszkania.
   Byłam już w domu. Włączyłam komputer i głośno puściłam muzykę. W jej rytm zaczęłam rozpakowywać walizki. Szło mi całkiem nieźle. Po dwóch godzinach moje mieszkanie było kompletne do użytkowania: ciuchy wisiały w szafie, a w łazience i kuchni wszystko znalazło się na odpowiednim miejscu. Spojrzałam na zegarek. Była 18:37. Ubrałam buty i wyskoczyłam po chleb.
   W piekarni było całkiem pusto. Podeszłam do lady oczekując na sprzedawcę. Z zaplecza wyszedł przystojny, lokaty nastolatek o zielonych oczach.
-Słucham? Co mogę podać? -wygłosił standardową formułkę.
-Poproszę o 10 bułek -uśmiechnęłam się.
-Dla takiej pięknej damy zawsze -powiedział żartem i zapakował moje pieczywo.
Poczułam jak się rumienię, zawstydziłam się.
-Heh, to ile będzie za te 10 bułek?
-Równo 2 £. Jestem Harry -odpowiedział i podał mi rękę.
-Julia, miło mi -uśmiechnęłam się i zabrałam swoje zakupy. Po chwili ruszyłam w stronę wyjścia.
   Jakiś głos w środku mnie podpowiadał, że powinnam się z nim zaprzyjaźnić. W sumie potrzebowałam tego, bo nie znałam tu nikogo prócz Kate.
   Wybiegając z piekarni była już 19. Szybko poleciałam do domu, aby się szykować na imprezę. Weszłam do mieszkania i od razu poszłam wziąć prysznic. Wyprostowałam włosy, nałożyłam tusz na rzęsy, a na górnej powiece zrobiłam kreskę. Zaakcentowałam usta pomadką w malinowym kolorze.  Z garderoby wyciągnęłam ciuchy. Ubrałam szare rurki i czarną bokserkę z ogromnym napisem "METALLICA". Do tego założyłam czarną ramoneskę i szare Vansy. Całości dopełniła ćwiekowana bransoletka. Usłyszałam dzwonek do drzwi i ku mojemu zdziwieniu to nie była Kate. Przede mną stał koleś z piekarni.
-Cześć...Chyba zostawiłaś telefon... -wyjąkał niepewnie podając mi mojego BlackBerry.
-Jasna cholera... Dzięki wielkie. Ale jak ty mnie w ogóle znalazłeś?
-Tajemnica -powiedział tajemniczo.
-Może wejdziesz na herbatę, no ewentualnie kawę? -zaproponowałam ignorując wieczorne plany z Kate.
   Poznałam go kilka godzin temu, a budził we mnie coś tak niesamowitego... sama nie wiem jak to nazwać. Może fascynacja? Zwał jak zwał. Ten stan był wspaniały, nie wiedziałam co się ze mną dzieje: zaprosiłam prawie obcego faceta do mieszkania na kawę...
-Z chęcią -odpowiedział.
-No to kawa, czy herbata? -puściłam oczko w jego stronę.
-Niech będzie herbata.
   Weszliśmy do mieszkania i wskazałam miejsce w salonie, po czym poszłam do kuchni zaparzyć dwie herbaty.
-Julii, skąd ty jesteś, bo jakoś wcześniej cię tu nigdy nie spotkałem...
-Niedawno tutaj przyleciałam. A tak ogólnie to jestem z Polski -objaśniłam.
   Zrobiłam herbatę i usiadłam przy Harrym. Miałam wrażenie, że chciałby się o mnie wszystkiego dowiedzieć, wypytać mnie, ale brakuje mu odwagi. Gdy popijał herbatę, wpatrywałam się w niego jak w obrazek, zupełnie tego nie kontrolując.
-Julii! Gotowa? -usłyszałam głos Kate.
   Widziałam zmieszanie Harrego, gdyż nic nie rozumiał. To było dość zabawne.
-Gotowa, gotowa... Ale mam gościa, więc błagam mów po angielsku -uśmiechnęłam się.
-A spoko, spoko... rozumiem...
-Harry to jest Kate. Kate to jest Harry -przedstawiłam ich sobie.
-Julii to jak zbieramy się, czy idę sama? -oznajmiła z podtekstem Kate.
-Przepraszam, popsułem ci plany... Już spadam -Harry zaczerwienił się i tylko spojrzał na mnie.
-No coś ty! Zabierz się z nami!
-Nie... lepiej będzie jak sobie pójdę. Do zobaczenia Julii -podał mi rękę i wyszedł.
   Kate spojrzała na mnie i wybuchła głośnym śmiechem.
-Widzę, że już masz 'nowe znajomości' -powiedziała z aluzją.
-Kate, proszę cię... Dobra, nieważne. Chodźmy już! -zaśmiałam się.


__________________________________
Jak myślicie, co wydarzy się na imprezie? ;)
Czekam na komentarze :]



sobota, 18 sierpnia 2012

Rozdział pierwszy


Wsiadłam do samolotu. Poczułam jak serce bije mocniej i mocniej, jak gdyby chciało wyrwać się z piersi. Już tęskniło za dawnym życiem: za rodziną, przyjaciółmi, za Polską... Lecz to był najwspanialszy prezent od rodziców jaki mogłam sobie wymarzyć na szesnaste urodziny...
Gdy pierwszy raz zobaczyłam Londyn mając niecałe 13 lat, zakochałam się w nim... I oto teraz tylko lot dzielił mnie od spełnienia marzenia mojego życia.

* * * 

Po około dwóch godzinach lotu byłam już na miejscu: przywitało mnie największe lotnisko Wielkiej Brytanii. Na samym początku lekko się przestraszyłam: ilość wejść, przejść, korytarzy przerastała moje wyobrażenia.To robiło wrażenie! Stałam jak słup przez dobre pięć minut i próbowałam się odnaleźć. Gdy już myślami wróciłam do rzeczywistości, pośpiesznym krokiem ruszyłam na odprawę. Byłam już naprawdę zmęczona, dochodziła druga nad ranem. Na nogach trzymała mnie jedynie myśl, że już za około 20 minut zobaczę się z Kate.
Kate była moją ciocią, lecz dla mnie to nie była zwykła krewna. Między nami nie było wielkiej różnicy wiekowej, bo tylko 6 lat, toteż traktowałyśmy się jak siostry. Czułam, że właśnie w niej mam oparcie, gdy cały świat dookoła się sypie.
Powoli kolejka przesuwała się do przodu. Okienka z odprawą były coraz bliżej. Włączyłam swój telefon, aby powiadomić moją nadopiekuńczą rodzinkę, że już wylądowałam i wszystko jest w porządku. Gdy skończyłam pisać sms'a akurat była moja kolej. Podeszłam do okna z przygotowanymi dokumentami i z wielkim uśmiechem na twarzy. Odprawa poszła sprawnie. Nie musiałam odpowiadać na żadne pytania, z czego się cieszyłam, bo choć umiałam doskonale język angielski, moja pewność siebie uciekła i nie potrafiłam wykrztusić z siebie ani słowa. Zaraz potem pokierowałam się długim korytarzem i już byłam na sali przylotów. W oddali widziałam Kate, która próbuje mnie wyłapać wzorkiem spośród tłumu. Wyglądało to całkiem zabawnie. Czym prędzej ruszyłam w jej stronę.
-Kate! Kate! -krzyczałam, lekko pomachując ręką.
-Julii! -usłyszałam w odpowiedzi.
-Jak dobrze cię znów widzieć! Przez te ostatnie pół roku bardzo się stęskniłam za tobą -powiedziałam i rzuciłam się na ciotkę.
-O cholera, Julii, jak ty się zmieniłaś! Wyglądasz zajebiście kochana! -wykrzyknęła i przytuliła mnie mocno. Po moim zmęczeniu nie było ani śladu. Wszystko minęło wraz ze spotkaniem Kate.
-Chodźmy już, bo widzę, ze jesteś zmęczona, a na dzisiaj zaplanowałam jeszcze niespodziankę. Więc szybko, tędy.. -oznajmiła Kate puszczając mi oczko.
Poszłyśmy na parking, załadowałyśmy mój ogromy bagaż i pojechałyśmy do domu. W samochodzie zasnęłam, lecz nie wiem kiedy. Obudziło mnie dopiero całkowite zatrzymanie pojazdu. Coś mi się nie kleiło, bo nie byliśmy przed domem Kate, tam gdzie miałam zamieszkać.
-Kate, zmieniłaś mieszkanie? -zapytałam ze zdziwieniem.
-Nie. No zobaczysz, wyjaśnię ci to za chwilę, zbieraj bagaże -uśmiechnęła się.
Chwyciłam do rąk swoją walizkę, a niebieskooka Kate wzięła moją torebkę i próbowała otworzyć drzwi do mieszkania. Zręcznie przekręcała kluczem. Drzwi otwarły się, najpierw weszła moja towarzyszka, a dopiero później ja. Byłam oszołomiona. To mieszkanie było cudowne.
-Młoda, no co tak stoisz, wchodź, musisz się przecież rozpakować... -usłyszałam głos kuchni.
Niepewnym krokiem weszłam w głąb mieszkania. Natknęłam się na Kate i już miałam zacząć zadawać pytania: gdzie jest moja sypialnia, którędy do łazienki, gdy ona zaczęła wszystko objaśniać.
-Julii, wiem, miałaś mieszkać ze mną. Ale pomyślałam, że dla ciebie będzie bardziej komfortowo mieć własne mieszkanie. I oto one. Całe twoje -wyjaśniła spokojnie.
-Kate! Ja cię normalnie ubóstwiam! Od dziś się modlę do ciebie -zażartowałam. -Dziękuję ci bardzo, jak tylko znajdę jakąś robotę, to oddam ci kasę za nie.
-Nie wygłupiaj się! To mój stary kącik, mi się już nie przyda, a ty potraktuj to jako prezent urodzinowy ode mnie. A teraz ja uciekam, ty się tu ogarnij, a ja wpadnę po ciebie rano. Dobranoc.
-Ok, dobranoc. Jeszcze raz dziękuję -odpowiedziałam i poszłam odprowadzić Kate.
Czułam się niesamowicie. Jestem w Londynie, a do tego mam własne mieszkanie! Moje marzenia zaczęły się spełniać. Zdecydowanie najlepszy dzień w moim życiu. Cieszyłam się jak małe dziecko, które dostało nową, wymarzoną zabawkę.  Szybko zapoznałam się z układem mieszkania. Całkowicie mi odpowiadał.
Przez całe mieszkanie ciągnął się przytulny korytarz. Z przedsionka dochodziło się do salonu, a zaraz na przeciwko niego była ogromna kuchnia. Idąc korytarzem na wprost była cudowna łazienka, a po lewej i prawej stronie sypialnia.
Szybko pobiegłam do sypialni, rzuciłam swoje walizki na podłogę i padłam na łóżko. To był mój azyl. Kate urządziła ten pokój genialnie. Ciemna podłoga kontrastowała z jasnymi ścianami, na których były wypisane cytaty z moich ulubionych piosenek. Do tego piękne fotografie Londynu, które idealnie dopełniały całości. W pewnym momencie zauważyłam jeszcze jedne drzwi prócz balkonowych. Pomimo ogromnego zmęczenia szybko pobiegłam, aby zobaczyć co się za nimi kryje. Otwarłam drzwi i... oto za nimi była ogromna garderoba!
Dochodziła trzecia nad ranem. Moja euforia powoli mnie opuszczała i czułam wielkie zmęczenie. Wzięłam szybki prysznic i szczęśliwa położyłam się spać.


_____________________________
Hej :) Mam nadzieję, że podoba wam się pierwszy rozdział.
Dodam tylko, że już wkrótce pojawią się chłopcy ;P


Bardzo proszę o komentarze, bo Wasza opinia jest dla mnie ważna. Z góry dziękuję ;)